PROLOG
Trzęsąc się z powodu
przejmującego chłodu wciąż szła do przodu. Muszę
go znaleźć. On gdzieś tutaj jest, przecież nie mógł zapaść się pod ziemię! Z
gardła wyrwał się jej cichy szloch. Poślizgnęła się w wszechobecnym błocie i
tracąc równowagę pisnęła. Rozkładając ręce na boki wyprostowała się i ruszyła
dalej, mocniej otulając się płaszczem i wełnianym szalikiem. Gdzie on jest? Nie mógł zajść tak daleko. Obróciła
się dookoła wytężając wzrok poszukując najmniejszego ruchu pośród drzew. Coś
zaszeleściło po jej prawej stronie i Ruby pełna nadziei spojrzała w tamtym
kierunku. Po chwili powolutku ruszyła w tamtą stronę. Ostrożnie stawiała krok
po kroku i coraz bardziej zbliżała się do mrocznych drzew. Idąc, dostrzegała
każdy szczegół a chrzęst liści pod stopami wydawał się być ogromnym hałasem.
Gdy dotarła do pierwszych gałęzi, odsunęła je ręką czując odrobinę strachu. Po
kilku krokach poczuła coś pod stopą i pełna przerażenia ukucnęła, przesuwając
dłońmi po ziemi. Kiedy prawą ręką natrafiła na jakiś kształt, odgarnęła włosy z
twarzy i wyciągnęła latarkę z kieszeni płaszcza.
Wydała zduszony okrzyk, kiedy
oświeciła leżący „obiekt” – zmasakrowane ciało. Trzęsącą ręka skierowała
światło na miejsce, gdzie powinna znajdować się głowa trupa. Upuściła latarkę,
kiedy rozpoznała twarz. Na chwilę zastygła ze strachu i po chwili uciekła mimo
braku sił oraz jakże niewygodny butów. CARL!!!